To musiało się wydarzyć. Prędzej czy później. Już parokrotnie dawał sygnały – subtelne, ale wyraźne. Nie mógł już dłużej skrywać tego w sobie. Teraz powiedział to oficjalnie i to na piśmie. Wszystko jest jasne, Jacek Kurski jest… romantykiem.
Były poseł Prawa i Sprawiedliwości (obecnie Solidarna Polska) zaczął pisać bloga pod tytułem “Aromaty w kwiatach”. Tylko osoba o szczególnej wrażliwości może tak zatytułować swój kącik w internecie. Ponieważ jak każdy romantyk, wstydzi się swojej delikatnej natury, zasłania się szorstkimi słowami i skrajnymi sądami. Swoim pierwszym wpisem “Jak morderca skłonił mnie do założenia bloga” próbuje nie dopuścić do siebie ludzi w obawie przed niezrozumieniem i skrzywdzeniem, a jednak pełen nadziei, że ktoś dojrzy jego prawdziwą twarz i szeptem powie: “Już dobrze Jacku”.
Opowieść Tomasza Machały de facto potwierdza tezę o prawdziwej, skrywanej pod maską pisowskiego bull terriera, naturze posła:
“Rok temu byliśmy umówieni na wywiad w Polsat News. O 8.45 rano. Dzwonimy do niego tuż przed 8. W słuchawce słyszymy męski zaspany głos. Kurski, na pytanie czy będzie w studiu mówi, że jeszcze śpi. Pamiętam też inną sytuację – z zakładania Solidarnej Polski dwa miesiące temu. Jacek Kurski powiedział kilku telewizjom, że odpowie na pytania. Umówił się na placyku w centrum Warszawy. Czekaliśmy 45 minut. Wtedy wysłał SMS-a, że zmienił zdanie” – pisze Machała na portalu Kampania na żywo.
I wszystko jasne, Kurski nocami nie mogąc zasnąć rozmyśla nad strofami Mickiewicza i cichutko nuci ballady Okudżawy akompaniując sobie na gitarze. Kiedy wreszcie zmęczony zaśnie nad ranem, dzwonią bezwzględni dziennikarze. Jest niezdecydowany, błądzi w obłokach, dlatego zapomina o spotkaniach lub je odwołuje. Jest jak Bolec z “Chłopaki nie płaczą”, tak naprawdę nie chce zajmować się gangsterką, lecz sztuką, też pewnie ogląda MTV przez sześć godzin dziennie.
Tylko szara codzienność i odczarowani bohaterowie młodości wciąż zmuszają go do zakładania maski bull terriera.