Parę dni temu przeglądałem w empiku najnowszy numer miesięcznika motoryzacyjnego Top Gear Polska (wydawany przez Burda Media na licencji BBC Worldwide) i byłem mocno zawiedziony, żadnych dużych, ciekawych materiałów, mniej stron i znowu wyższa cena – 6,90 (trzy lata temu zaczynali od 3,90). Summa summarum nie kupiłem więc.
Kupił za to kto inny i to cały nakład – dzisiaj portal branżowy wirtulanemedia.pl podał informację, że Axel Springer Polska przejął od BBC Magazines licencję na wydawanie polskiej edycji Top Gear. Nieoficjalnie portal dowiedział się, że transakcja wiąże się ze zwolnieniem dotychczasowego redaktora naczelnego – Piotra R. Frankowskiego.
Udało mi się potwierdzić te doniesienia:
Potwierdzamy te informacje, aczkolwiek nie spisujcie nas na straty. TG będzie tworzony przez ten sam zespół. Dzisiaj zamykamy numer sierpniowy, który będzie równie atrakcyjny.Obowiązki Piotra przejmie Szymon Sołtysik. Redakcja nie ma najmniejszego wpływu na wybór Redaktora Naczelnego…
Na bardziej szczegółowe pytania nie uzyskałem odpowiedzi:
Sprawa jest dosłownie z dzisiaj. Sami do końca nie znamy wszystkich szczegółów. W przyszłym tygodniu sytuacja ostatecznie się wyklaruje.
Można by całą sytuację podsumować krótko: kryzys, w biznesie takie zagrania to normalne.
Jednak jestem przekonany, że nie jest to odpowiedź wyczerpująca. Wrócę na chwilę do owej wizyty w empiku, kiedy przeglądałem Top Gear. Kiedy odłożyłem na półkę ten tytuł, sięgnąłem po inną gazetę motoryzacyjną – Classicauto. I nie mogłem skończyć jej czytać, na dwie godziny zanurzyłem się w świetne artykuły. Doskonały papier, ciekawe zdjęcia, niebanalne teksty. Cena od lat taka sama, czyli 11,99. Słowem gazeta w świetnej formie.
I teraz pytanie; dlaczego kryzys jednych dotyka mocniej (Top Gear), a innych słabiej (Classicauto). Pomijając ewentualne biznesowe pomyłki i biorąc pod uwagę jedynie powyższe dwa tytuły, odpowiedź to: chodząc na skróty, daleko się nie zajdzie.
A Top Gear Polska to dziennikarstwo na skróty. Tytuł, od razu po premierze na polskim rynku, stał się jednym z najlepiej sprzedających się tytułów dla mężczyzn (ok. 90 tysięcy egzemplarzy). Jednak był to sukces niewypracowany, tylko pożyczony, ponieważ siłą tytułu był znany na całym świecie brand, przedruki z renomowanego wydania brytyjskiego oraz dumpingowa cena 3,90. Atutem (a może właśnie przekleństwem) było także połączenie gazety motoryzacyjnej z lifestyle’ową. Konsekwencją był profil czytelnika: czyli osoba zupełnie przypadkowa. Tworząc magazyn starali się przewidywać oczekiwania targetu, robili dużo badań, etc.I teraz właśnie polska redakcja spłaca swój dług, chyba tylko z odsetkami się nie wyrobili.
Zupełnie inną drogę obrała załoga miesięcznika Classicauto. Pismo jest od początku do końca robione przez grupę miłośników starych samochodów, którzy wszystkiego uczyli się na własnych błędach za swoje pieniądze. Bez kredytu potężnych wydawnictw i reklamodawców. Mają grupę wiernych czytelników, których nie starali się na siłę zadowolić. I pismo ma się coraz lepiej.
Podsumowując można tylko powtórzyć za Młynarskim: róbmy swoje. Bo jak widać naprawdę warto, trzeba tylko trochę uporu.
ps. na blogu znajdziecie też mój wywiad z Piotr R. Frankowskim, jeszcze naczelnym Top Gear. Fajny facet, dobry dziennikarz, tylko chyba dał się trochę “sprasować” i “rozegrać” w TG.
http://dziwniejszebrzegi.wordpress.com/2009/06/15/licencja-na-sprzedawanie/
przedruki? brand? to miałoby być magnesem? proszę troszkę przeczytać o podstawach marketingu i przede wszystkim nie wypisywać bzdur o Panu Frankowskim (“sprasować”, “rozegrać” ??!! co to jest??!!)
Nie wiem jak się ustosunkować do Pani komentarza, bo jest bardzo zdawkowy i emocjonalny, nie odnosi się do meritum. Szkoda, że przy tak wyrazistych sądach, operuje Pani takimi skrótami i pozwala sobie na nieeleganckie uwagi.
Ale spróbuję uporządkować i odpowiedzieć:
1. przedruki – tak, były “magnesem”, ponieważ w każdym numerze TG przedruki stanowiły ok. 50% opublikowanych tekstów, a co nawet ważniejsze – większość tematów okładkowych , które zawsze są lokomotywą każdego numeru, również była materiałem tłumaczonym. W założeniu tytuł taki jak TG Polska jest w jakiejś mierze przedrukiem, na tym polega jego atrakcyjność. Sam Frankowski mówił mi osobiście, że robią własne materiały, ale publikują też przedruki, w tym na okładkę, ponieważ nie zawsze są pieniądze i możliwości, by zrobić własny materiał, który wytrzymałby porównanie z brytyjskim pierwowzorem, a czytelnicy przyzwyczajeni do brytyjskiego programu, chcą testów i porównań często niemożliwych do przeprowadzenia w Polsce.
2. brand – znowu ‘tak’, marka Top Gear była magnesem przyciągającym czytelników. Polscy odbiorcy przed wprowadzeniem tytułu na rynek znali brytyjski program telewizyjny albo z internetu, albo z transmisji w TVN Turbo. Byli już zapoznani z brandem, tym samym z charakterystycznym logotypem, stylem narracji, rodzajem materiałów, etc. Czyli identyfikowali towar, odróżniali go od konkurencji i byli z nim już jakoś emocjonalnie związani, co przy brandzie jest kluczowe (pisał o tym m.in. de Chernatony). I była to olbrzymia siła, która pozwoliła przebojem wejść na rynek i uzyskać w pierwszych miesiącach sprzedaż na poziomie 90 tys. egzemplarzy (dane ZKDP) i stać się jednym z liderów segmentu.
3. co do samego Frankowskiego – rozmawiałem z nim parokrotnie, nie tylko oficjalnie, lubię go, kibicuję mu, pamiętam jeszcze czasy jego Moto Magazynu i powiem tak: on jest pasjonatem motoryzacji, żyjący samochodami, a globalne wydawnictwa to wielkie korporacje posługujące się przede wszystkim logiką ekonomiczną.
[...] http://dziwniejszebrzegi.wordpress.com/2011/06/28/axel-springer-przejmuje-top-gear-polska/ [...]