Kanały:
Wpisy
Komentarze

Sny

Wieczorem

w nadziei, że przyjdą

obmywam ciało, twarz, powieki

z kurzu codzienności

z pyłu powszedniości

By móc je ujrzeć

może wyraźniej

może w ogóle

Neil Postman „Technopol”

W tej pracy przyglądam się książce Neila Postmana „Technopol. Triumf techniki nad kulturą”. Również tej lekturze towarzyszyło pytanie o to, co pierwotne w kulturze. Ponieważ w poprzedniej pracy (o książce Davida Riesmana „Samotny tłum”) ustosunkowałem się już do kwestii definicyjnych (kultura i pierwotny, pierwotność) nie widząc potrzeby zmiany, nie powtarzam tego aspektu pracy. Dodam jedynie, że Postman większe znaczenie przypisuje kulturze, jako dorobkowi, który został wypracowany bez decydującego udziału techniki. Bardziej skupia się na sferze niematerialnej.

Technopol” to obszerny esej, w którym Postman dokonuje krytyki nadmiernej technicyzacji życia (w prawie wszystkich jego wymiarach) i w konsekwencji przejęcia inicjatywy przez technikę, która zaczyna odgrywać dominującą rolę w życiu społecznym i nie tylko narzuca percepcję rzeczywistości, ale też ją tworzy, wspomnieć choćby rozdział, w którym opisuję funkcjonowanie mediów masowych i ustalanie przez nie hierarchii wydarzeń i porządku dnia (agenda setting).

Postman rekonstruuje mechanizm napędu rzeczywistości i podąża podobnym tropem, co Marshall McLuhan, obrazując determinizm technologiczny. Miejscami jednak „Technopol” rozczarowuje swoją jednoznacznością i kategoryczności. I nie wydaje się to być ze strony autora zabieg retoryczny, ale wyraz jego zaangażowania światopoglądowego. Postman krytykuje i obawia się nadmiernego wpływu techniki. I jego książkę należy bardziej, moi zdaniem, odczytywać, jako przestrogę, niż wykładnik historycznych przeobrażeń. W książce amerykańskiego badacza, celowo pominięty jest znaczący aspekt techniki. Rozczaruje się czytelnik, który odczyta „Technopol”, jako opowieść o dychotomicznym konflikcie między dobrą, niestechnicyzowaną kulturą, a nowymi technokratycznymi czasami. Książka nie jest wykładem, ale inspiracją, miejscami nawet prowokacją do myślenia.

Aby odpowiedzieć na pytanie o to, co pierwotne w kulturze trzeba w tym przypadku przyjąć metodę negatywną, tzn. wskazać, czym „prawdziwa” kultura nie jest. Bowiem jak piszę Postaman: „Technopol to pewien stan kultury. To również stan umysłu. Polega na deifikacji techniki, co oznacza, że kultura poszukuje sankcji w technice, znajduje w niej satysfakcję i przyjmuje od niej rozkazy. Tego rodzaju sytuacja wymaga wykształcenia się nowego typu porządku społecznego, a to z kolei prowadzi do szybkiego rozpadu prawie wszystkiego, co wiąże się z tradycyjnymi przekonaniami”. I ten właśnie rozpad unicestwia kulturę w jej pierwotnym znaczeniu. Dla Postmana źródłem, początkiem kultury i jej nieodzownym elementem jest właśnie tradycja w postaci fabuły, narracji: „Ale z pewnością żadna kultura – pisze Postman – nie może rozkwitać bez opowieści sięgających do transcendentnych źródeł i mocy”. A w technopolu nie ma miejsca na takie opowieści.

Czytaj dalej »

Niniejszy praca jest próbą zastanowienia się nad tym, co jest pierwotne w kulturze, w świetle książki Davida Riesmana “Samotny tłum”.

Na początku niezbędne jest uporządkowanie definicyjne, gdyż zarówno rzeczownik “kultura” jak i przymiotnik “ pierwotny” są słowami wieloznacznymi.

W sytuacji ogromnej mnogości definicji kultury, sięgam po tę klasyczną autorstwa Stefana Czarnowskiego: “Kultura to całokształt zobiektywizowanych elementów dorobku społecznego, wspólnych szeregowi grup i z racji swojej obiektywności ustalonych i zdolnych rozszerzać się przestrzennie”1.

Tak obszerna i uniwersalna definicja dobrze pasuje do charakteru książki Riesmana, gdyż jest to, jak napisał we wstępie do niej Jan Strzelecki, socjologiczny fresk: “Jest ona jak fresk bogata, różnobarwna, wielowątkowa i wieloperspektywiczna. Panuje w niej natłok zdarzeń, sylwetek, materiałów i interpretacji {…}”2

Książka Riesmana jest wielowymiarowa i tak jak sama jest złożona, tak bierze na warsztat niezwykle złożone zagadnienia społeczne. Zatem tak pojemna definicja kultury według Czarnowskiego, wydaje się być relewantna do omawianej pracy.

Wyjaśnić należy jeszcze znaczenie przymiotnika “pierwotny”. Pierwotnie: “na samym początku, dawniej, kiedyś, najpierw”; pierwotny: “1. istniejący, występujący w czasach przedhistorycznych, bardzo dawno temu, w początkach [...]2. nie skażony wpływem cwilizacyjnym, kulturowym; prymitywny […] 3. istniejący, występujący przed zaistniałymi zmianami, na początku, pierwszy, początkowy [...]”3

Zestawienie terminów kultury i pierwotności prowadzi do poszukiwań tego, co w działalności ludzkiej początkowe. Tego, co jest źródłem człowieczej aktywności i co nadaje jej charakterystyczny rys. Poszukuję tych pierwszych zachowań z ludzkiego dorobku, które są podstawą kultury. To tak jak z domem; fundamenty, które zawsze zalewa się na początku budowy, determinują strukturę domu. Jednocześnie same są jego elementem. Tyle że, mają ogromne znaczenie “kreacyjne” dla przyszłej budowli.

W tej pracy, nad podstawie książki, Riesmana, poszukuję tych właśnie fundamentów – ludzkich wytworów, na których budowany jest dalszy społeczny dorobek.

I w świetle “Samotnego tłumu” myślę, że tymi fundamentami są opisane przez autora 3 typy przystosowań społeczeństw, w których istnieją jasno określę wzory przystosowań dla członków zbiorowości. Człowiek jako istota społeczna kształtowana jest przez zbiorowość. W grupie tworzy się jej charakter społeczny ( “ten element charakteru, który stanowi wspólną cechę jednostek przynależnych do znaczących grup społecznych”), który odgrywa decydującą rolę w tworzeniu i wytwarzaniu społecznego dorobku. Określa styl życia i uniwersalną drogę przez życie.

Tematem podstawowym “Samotnego tłumu” są przemiany społecznego charakteru przedstawicieli warstw średnich w Stanach Zjednoczonych po drugiej wojnie światowej. Autor opisuje i analizuje przejście od epoki wewnątrzsterowności do okresu zewnątrzsterowności. Przejście to związane jest ze zmianami demograficznymi oraz z rosnącym znaczeniem sfery konsumpcji w społeczeństwie amerykańskim.

Istotne miejsce w książce zajmuję również analiza społeczeństwa opartego o tradycję. Zestawiając ze sobą te trzy typy, Riesman konstruuje obraz przemian społecznych na przestrzeni dziejów. Od społeczeństw pierwotnych po nowoczesne. Od tradycji po zewnątrzsterowność. Istotnym aspektem książki Riesmana jest powiązanie zagadnień ze sfery psychologii i socjologii. Autor podejmuję problem zależności między kulturą a osobowością człowieka. Odpowiada na pytanie o zależność między społecznym charakterem i danym społeczeństwem. Opisuje w jaki sposób społeczeństwo zapewnia sobie pewien stopień przystosowania działaniom swych członków.

Społeczeństwo kształtuję pewien konformizm, w ramach, którego “uwzględnione” są nawet zachowania niestandardowe. Wyjątkowość jest również przewidziana.

Czytaj dalej »

Dorosłość

To koniec

rozmów z samym sobą

układania własnych piosenek

popadania w niedosięgłe

dla innych

marzenia.

Niniejsza praca poświęcona jest analizie książki Jana Potockiego Rękopis znaleziony w Saragossie. Omówienie podzielone jest na kilka części. Pierwsza poświęcona jest uzasadnieniu powstania tej pracy oraz przybliżeniu i wyjaśnieniu wyboru przyjętej metody badawczej.

Druga przedstawia podstawowe fakty na temat dzieła Potockiego, w tym możliwie krótki zarys fabularny. Kolejna – to już właściwa analiza materiału. Ostatnio część stanowi podsumowanie i wnioski końcowe.


Dlaczego?


Moją pracę zaczynam od postawienia i próby odpowiedzi na pytanie, dlaczego zająłem się analizą książki Jana Potockiego. Zaznaczenie, iż jest to próba jest oddaniem pokłonu Freudowi, czyli zostawieniem miejsca na procesy nieświadome , które mogły przyczynić się do wyboru tego tekstu do analizy. Jednakowoż dopuszczając je głosu, autor dokłada wszelkich starań, aby miały jak najmniejszy udział w pracy. Chociaż dzieło Potockiego te właśnie procesy zdaje się szczególnie stymulować. Ale o tym później.

Wyjaśnienie, które jestem winien, jednocześnie rozjaśni czytelnikowi tytuł pracy. Bowiem właśnie tytułowa ambiwalencja jest przyczyną, dla której postanowiłem bliżej przyjrzeć się tej właśnie pozycji. Rękopis znaleziony w Saragossie jest dziełem, które powstało w epoce niepokoju, w czasach raczkującego przełomu, tzn. na styku dwóch wielkich epok w kulturze europejskiej – oświecenia i romantyzmu.

Rękopis jest opowieścią niejednoznaczną, gatunkowo wymykającą się regularnych klasyfikacjom. Jest dziełem, które nieustannie się toczy. Próba uchwycenia go przypomina próbę ujarzmienie niespokojnej rzeki – nie da się tego zrobić, można jedynie dać się porwać nurtowi, obserwować, którędy niesie czytelnika, jednocześnie do końca nie znając kresu podróży. Trzeba tylko nie dać się utopić, w miejscach, gdzie nurt przybiera na sile. W tej książce i podróży z nią wszystko jest możliwe, a nic nie jest pewne.

Myślę, że taka konstrukcja książki dobrze oddaje stan świadomości ludzi żyjących w czasach przełomu. Przecież nikt nie zasypia w oświeceniu, a rodzi się w romantyzmie. Tym co odczuwa jest stan niejednoznaczności, balansu dwóch sił, które w kolejnych rundach pojedynku na przemian przeciągają na swoja stronę szalę zwycięstwa.

Tym, co szczególnie przyciągnęło mnie do tej książki, jest połączenie wartości i zasad znanych z epoki rozumu z przybierającym na sile powiewem preromantyzmu. W strukturze książki jak i samej jej treści przeplatają się, koegzystują wartości i elementy przypisane dwóm, w potocznym rozumieniu, przeciwstawnym epokom w historii myśli ludzkiej. To złączenie rodzi efekt synergii, uzyskania nowej jakości, wyższej od sumy części składowych. Uświadamia, że proste opozycje, które człowiek tworzy dla prostszego rozumienia świata, dają wiedzę szczątkową. Książka Potockiego dowodzi, że opozycje typu: serce – umysł czy nauka – wiara są jedynie uproszczeniami, które człowiek stosuje, gdyż nie jest w stanie poddać refleksji ogółu otaczających go procesów i złożoności zjawisk.

To jej apologetycznej części, pragnę bardzo jasno powiedzieć, że Potocki stawia mnóstwo pytań, a nie daje prawie żadnych odpowiedzi. Tych ostatnim trzeba się doszukiwać pośród pobocznych wypowiedzi bohaterów, z którejś z tysiąca opowieści, które mnoży autor. Są one (odpowiedzi) nagrodą dla czytelnika uważnego i krytycznego. Jakby powiedział Gustlik, tkwią niczym pojedyńcza skwarka w ogromnym garnku z kapustą. Ich skromność, sprawia, że smakują wybornie. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość i czujność, brnąc w kolejne złudnie podobne dworsko – rozbójnicze opowieści rozpoczynane bez przez kolejnych bohaterów książki, którzy mnożą się agent Smith z Matixa.

Książka to narracyjnie ogromna matrioszka, z której zdają się bez końca wyskakiwać kolejne historie. Łudząco podobne. W teorii literatury kompozycję taką określa się mianem szkatułkowej. O tym, dlaczego autor właśnie tak napisał swoje dzieło, szerzej powiem w kolejnej części pracy, na razie poprzestanę, na efekcie jakie to przynosi. Efektem jest zdezorientowanie najbardziej nawet uważnego czytelnika. Nie jest możliwe, przynajmniej dla mnie, spamiętanie i powiązanie ze sobą wszystkich opowieści. Po dwustu, trzystu stronach czytelnik ma dwa wyjścia: albo z rozpaczą powracać do poprzednich rozdziałów, aby podnieść w swoich oczach ocenę swojej pamięci, albo oddać się przyjemności pewnego rodzaju sztuki dla sztuki, czyli po prostu czerpać przyjemność ze śledzenia kolejnych opowieści, które, mimo że w takiej ilości mogą nużyć, kreślone były bez wątpienia wprawnym piórem. Ich wzorcowa budowa (z wstępem, czyli prawie zawsze: „Nazywam się don Perdros Nescafe de Tchibo. Pochodzę ze słynnej rodziny margrabiów Macciato, którzy od czasów cesarza, byli najbieglejszymi w całej Hiszpanii budowniczymi fortyfikacji. Ojciec mój…” i tak dalej i tak dalej, aż do zakończenia. Wzorcową rozsiane punkty zwrotne (czyli „aż tu nagle1”), różne haki na czytelnika, od dość prymitywnych (lecz skutecznych) np. wstępów do scen łóżkowych, po pierwszorzędne wysublimowane dialogi – powiastki filozoficzne, które zaskakują swoją przenikliwością jak na autora XVIII – wiecznego (w głównej mierze). Wszystko to tworzy mieszankę zupełnie niebywałą, która przez swoją niedookreśloność i wielowymiarowość pozostawia czytelnikowi szerokie pole do analizy i własnych projekcji. Czytelnik ma możliwość własnego określenia, o czym jest ta książka. Umożliwia rozumienie jej na kilku poziomach zależnie od (jak by powiedzieli studenci dziennikarstwa) kompetencji komunikacyjnej odbiorcy. Można zatem potraktować Rękopis jako powieść przygodową złożoną z setek pozornie lub słabo ze sobą związanych opowieści lub jako fabularyzowany traktat społeczno – filozoficzny, którego zamiarem była krytyka czasów, które autor opisuje, a powieść jest tylko przyjętą konwencją, gdyż sztuka nigdy nie lubi przemawiać dosłownie.

Uważając, że wyczerpałem odpowiedź na pytanie: dlaczego tę właśnie książkę wybrałem na przedmiot mojej pracy, przejdę do opisu przyjętej metody badawczej (perspektywy). Patrzę na Rękopis znaleziony w Saragossie jako na dzieło czasów pogranicza (między oświeceniem i romantyzmem). Korzystam przy tym obficie miejscami z narzędzi badawczych i aspektów przypisanych retoryce narracji.

Czytaj dalej »

Nurt

wzniosłe fabuły

i podniosłe tony

bezbrzeża wyobraźni

i okręty możliwość

w wyobraźni oceany wieczoru

w oczach mielizny poranka

Dziennik “Rzeczpospolita” opublikował wyniki sondażu na grupie 1000 osób w wieku 13 – 24 lata. Młodzi, proszeni o wskazanie osoby publicznej, która prezentuje cenione przez nich cechy i poglądy, najczęściej wymieniali Jerzego Owsiaka, Kubę Wojewódzkiego, Szymona Majewskiego i Wojciecha Cejrowskiego.

http://www.rp.pl/artykul/334747.html

Wyniki tego badania potwierdzają niestety, że telewizja nadal jest głównym środkiem oglądu świata. Ale największe obawy budzi tak wysoka pozycja Wojewódzkiego, Majewskiego i Cejrowskiego, dlatego, że są to przykłady osób, które występując w telewizorze są zupełnie inne, są przez czas swoich programów tworami wyłącznie medialnymi, osobami przez to de facto fikcyjnymi, a ludzie biorą ich na autorytety w realu. Nie zdają sobie sprawy, że media przemielają rzeczywistość, tak, aby lepiej się sprzedała, bo informacji i wizerunek to dziś towar. A ten towar jest lepszy, który się lepiej sprzedaje.

Sondaż przeprowadziła firma Millward Brown SMG/KRC.

Syriana

Przedmiotem niniejszej pracy jest analiza narracyjna filmu Syriana.

Tekst podzielony jest na kilka części. Pierwsza poświęcona jest uzasadnieniu dokonanego wyboru materiału do analizy i paru faktom na temat filmu. Druga przedstawia wybór metody analizy. Następne koncentrują się już na właściwej analizie materiału.

Ostatni rozdział zawiera podsumowanie oraz wnioski końcowe.

Wstęp

Syriana to thriller polityczny nakręcony w 2005 roku przez Stephana Gaghana. Inspiracją do napisania scenariusza była książka byłego agenta CIA, Roberta Baera, Oblicze zła. Prawda o wojnie z terroryzmem we wspomnieniach oficera CIA.

W głównych rolach wystapili: George Clooney, Matt Damon, Jeffrey Wright, Alexander Siddig oraz Mazhar Munir i Sonnel Dadral.

Fabuła filmu koncentruje się na mechanizmach i konsekwencjach międzynarodowego handlu ropą naftową i gazem ziemnym.

Wybrałem ten film do analizy z dwóch powodów. Po pierwsze jest to film, którego potencjał do analizy jest bogaty. Po drugie moi zdaniem, to po prostu bardzo dobra produkcja, zarówno od strony scenariusza jak i realizacji. Fabuła Syriany to misternie utkana sieć intryg, powiązań politycznych i konsekwencji społecznych, które pokazują, że wszyscy konsumenci ropy są zaangażowani w problem międzynarodowego handlu złożami paliw naturalnych.

Syriana jest filmem dojrzałym, produkcją nakręconą z olbrzymi rozmachem. Jest ciekawym wyjątkiem komercyjnego i jednocześnie ambitnego filmu, który potrafi się sprzedać w erze kolejnych żenujących produkcji w stylu Piratów z Karaibów.

Jednak celem pracy nie jest chwalenie filmu czy udowadnianie, że film pokazuje jak jest naprawdę. Praca ma zrekonstruować świat przedstawiony oraz ukazać i zanalizować mechanizmy napędu rzeczywistości.

Syriana jest filmem akcji, ale fabułę napędza i dramaturgię utrzymuje cały ciąg biznesowych spotkań, służbowych kolacji i ustaleń podczas wspólnych polowań.

Opowieść jest fikcyjna – osoby i zdarzenia są wymyślone, jednak bardzo dokładne w filmie określanie miejsc, w których znajdują się bohaterowie, ich status i wzajemne relacje sprawiają, że, co prawda Syriana, jest opowieścią fikcjonalną, nieprawdziwą, ale bardzo prawdopodobną. Film jest bardzo sugestywny, widz otrzymuje rozbudowany i wielowymiarowy obraz rzeczywistości. Bardzo łatwo jest uwierzyć, że taki właśnie jest świat. I jest to niewątpliwa zasługa twórców i dowód ich kunsztu. Sprawili, że widz daje wiarę temu, co widzi na ekranie. Po obejrzeniu Syriany zastanawiałem się, co jest rzeczywiście prawdą a co fikcją w globalnym świecie handlu ropą naftową.

Głównym zamiarem autorów filmu było ukazanie zajmującej historii odzwierciedlającej jednocześnie złożoność i wieloznaczność obecnej sytuacji – stworzenie filmu analizującego różne punkty widzenia bez forsowania żadnego z poglądów. Wielość spojrzeń na problem jest osiągnięta poprzez kilku głównych bohaterów. Ich mnogość jest ważnym elementem perswazyjnym. Pochodzą oni z różnych środowisk i grup interesów, mają różne cele i różne sposoby, standardy ich osiągania. Wielogłosowość sprzyja obiektywizacji. Poza tym każdy z bohaterów ponosi konsekwencje zaangażowania w sprawy przemysłu naftowego.

Problematyka filmu

Podstawowych pytaniem, na które należy odpowiedzieć na początku analizy jest kwestia: do czego film przekonuje? Po odpowiedzi na to pytanie zajmę się dochodzeniem, w jaki sposób to robi. Następnie przejdę do wyodrębnienia zestawu pewnych elementów fabularnych (postaci, wydarzenia) i relacji, które zachodzą między nimi. W filmie zastosowane są znane schematy, których używa się w opowiadaniu historii z gatunku political – fiction. Akcja mogłaby nie dotyczyć handlu ropą, a na przykład sfingowanych wyborów w Stanach i struktura, schemat, podstawowe elementy Syriany, pasowałyby i do tej opowieści. Tak jak Propp znalazł wspólny mianownik dla sposobu opowiadania rosyjskich bajek, chcę przedstawić i scharakteryzować szkielet opowieści polityczno – sensacyjnej.

Głównym przesłaniem Syriany jest pogląd, iż walka o zarządzanie kurczącymi się światowymi zasobami ropy naftowej i gazu jest bezwzględna. Jest to walka na śmierć i życie. Bowiem najwyższa wartość skodyfikowana w wielu międzynarodowych aktach normatywnych, czyli ludzkie życie, jest w świecie przedstawionym w Syrianie na dalszym planie. Najistotniejszą wartością są korzyści wypływające z władzy nad cennymi zasobami naturalnymi.

Czytaj dalej »

Publicity według Rubika

Można by powiedzieć o polskim showbiznesie: jaki kraj, takie gwiazdy. Ale po ostaniej wypowiedzi Piotra Rubika to porównanie jest krzywdzące dla Polski.

Raz na jakiś czas oglądam WP.tv, czyli telewizję w internecie robioną przez Wirtualną Polskę. Aby być na bieżącą. Nie ma tam zbytnio nic ciekawego, więc tym bardziej zachęcił mnie tytuł klipu: “Rubik: nie sprzedam dziecka gazetom”. Pomysłałem, no nareszcie, może usłyszę coś rozsądnego. Rubik powie, że nie będzie sprzedawał zdjęć gazetom, aby dziecko miało beztroskie normalne dzieciństwo i nieprzeoraną psychikę.

Ale jednak naiwny jestem, bo na pytanie:

“Czy planujecie jakąś wspólną (z żoną i dzieckiem) sesję zdjęciową dla jakiegoś z pism?

Rubik odpowiada:

“Nie, to kompletnie się nie opłaca pod względem publicity tak zwanego, zawsze jest o wiele więcej złych komentarzy niż dobrych. NIe przynosi to, ponieważ polskie gazety za to nie płacą, nie ma z tego ani frajdy, ani, no są ładne zdjęcia, wszyscy są na nie, więc postanowiliśmy, że nie będziemy tego robić”.

http://wp.tv/i,Rubik-nie-sprzeda-dziecka-gazetom,mid,341059,klip.html

Nie będę komentował postawy Rubika wobec własnego dziecka, bo no wiecie, a poza tym to jego prywatna sprawa. Natomiast mogę napisać, że Rubik nie wie zupełnie, co to jest publicity.

Publicity, to w praktyce działanie, którego celem jest rozgłos. Schemat komunikowania jest jednostronny, nie jest to, jak w przypadku działań public relations, komunikowanie dwukierunkowe, w którym istotny jest feedback. Prawda w publicity nie jest istotna, liczy się, że jakieś wydarzenie przebiło się do mediów i zaistnieje w świadomości odbiorcy masowego(“nie ważne, co mówią, ważne, żeby nazwiska nie przekręcili”). Co dalej, to już nie wchodzi w zakres publicity. Stosuje się je głównie w sporcie i rozrywce.

W tej sprawie jakoś nie mam weny, aby napisać błyskotliwą pointę lub chociaż puentę.

LICENCJA NA SPRZEDAWANIE

W lutym 2008 roku zadebiutowała polska edycja magazynu Top Gear (wydawana na licencji BBC Wordwide przez Hubert Burda Media) i z miejsca została liderem sprzedaży miesięczników motoryzacyjnych w Polsce. Dziennikarstwo na skróty czy nowa jakość na polskim rynku? Rozmowa z Piotrem R. Frankowskim, redaktorem naczelnym polskiej edycji magazynu Top Gear.

Polska edycja magazynu Top Gear ma już rok. Jak Pan ocenia wprowadzenie tytułu na polski rynek?

Sukces. Wielu ekspertów twierdziło, że takiego pisma jak Top Gear nikt w Polsce nie zechce kupować, tymczasem jesteśmy, po wydaniu brytyjskim i rosyjskim, trzecią największa edycja na świecie (na 19 wydań – przyp. red.). Co miesiąc sprzedajemy, średnio, ponad 90 tys. egzemplarzy gazety.

Zgodnie z danymi Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, wysoka sprzedaż Top Gear nie jest okupiona znaczącym spadkiem sprzedaży dwóch pozostałych, największych miesięczników motoryzacyjnych w Polsce – Auto Moto oraz Auto Motor i Sport. Kto zatem jest czytelnikiem Top Gear?

Nie jest okupiona, bo to nie są nasi bezpośredni konkurenci. Gdyby Pan dotarł do wyników badań PBC (Polskie Badania Czytelnictwa – przyp. red.), to zobaczyłby Pan, że na rynku reklamowym konkurujemy z takimi magazynami rozrywkowymi dla mężczyzn jak np. Playboy.

Ta gazeta jest robiona dla ludzi, którzy lubią samochody, niekoniecznie muszą je kupować. Niekoniecznie muszą centymetrem mierzyć bagażnik, niekoniecznie muszą znać ich wszystkie parametry. Nie jesteśmy pismem doradzającym, jaki samochód kupić. Ta samo jak program Top Gear nie jest programem poradnikowym.

Jesteśmy pismem rozrywkowym, które ma ciekawie wypełnić czytelnikowi czas.

Główną grupę naszych odbiorców stanowią ludzie, którzy nie mieli do tej pory takiej gazety dla siebie. Nasi czytelnicy to ludzie wykształceni i zamożni z dużych miast.

Cena magazynu to 3,90 zł. To wyraźnie mniej niż pozostałe czasopisma i rozrywkowe, i motoryzacyjne adresowane do mężczyzn.

Jak się sprzedaje dużo gazet, to można sobie pozwolić na niską cenę.

Zastanawiam się, co jest rzeczywistą przyczyną sukcesu magazynu Top Gear w Polsce? Czy to jest marka Top Gear, znana na całym świecie, niska cena czy nowa jakość wynikająca z połączenia gazety motoryzacyjnej z rozrywkową?

Czytaj dalej »

Starsze wpisy »